Wielki Aleksander Gordon

W istocie, był to człowiek pozbawiony płytkiego snobizmu, żywił wstręt do tak często spotykanej w sferach teatralnych małostkowości i kabotyństwa. Żył postaciami, w które się wcielał, aż sam stał się postacią z wielkiego repertuaru życia. Umiał być wyrozumiały dla ludzkich ułomności i słabostek, do kolegbw odnosił się życzliwie, a w przyjaźni okazywał szczodrobliwość uczuć, której wielu chętnie nadużywało, poczytując ją za słabość.

Gordon nie pysznił się swoją wielkością, nie wywyższał się, był skromny i nigdy nie miał pewności sukcesu. Nie szukał sławy - sama do niego przyszła. Wiedział tylko, że zawód artysty wymaga nieustannego doskonalenia środków wyrazu, szlifowania rzemiosła, zmagania się z samym sobą, ze skostnieniem warsztatu, z ograniczoną możliwością poznania tego, co w sztuce jest niepoznawalne i wymyka się spod kontroli racjonalnego myślenia. Dlatego też praca jego wykraczała daleko poza obszar wyznaczonych mu ról. Studiował historyczne źyciorysy odtwarzanych postaci, obyczaje ich czasów, tło społeczne i polityczne, sfarał się poznać cały podskórny nurt, który uzasadniał ludzkie postępowanie. Zgłębiał charaktery, psychologiczne pobudki działania bohaterbw sztuki, klimat epoki i jej wpływ na przebieg wydarzeń. Był żywą encyklopedią wiedzy o teatrze, znał wszystkie jego tajemnice.

Nie odczuwał głodu zaszczytów i może właśnie dlatego los mu ich nie poskąpił. Wiele mówiono o jego zarobkach, o jego zamożności, chociaż on sam do spraw materialnych nie przywiązywał wagi. Był bożyszczem tłumów. Egzaltowane wielbicielki nachodziły go za kulisami, mógł sięgnąć po każdą, ale nie zależało mu na łatwej zdobyczy, na przelotnych przygodach. Pragnął w życiu tylko jednego: prostej, prawdziwej miłości. I tej właśnle nie miał. Tak mu się przynajmniej zdawało. Chciał być kochany nie dla swojej sławy i talentu, ale jak zwykły pierwszy lepszy mężczyzna. Jego niepospolitość fałszowała obraz rzeczywistych uczuć kobiet. Przekonywał się o tym niejednokrotnie i zawsze za późno. Był człowiekiem wielkich pasji. Ta pasja przenikała jego kreacje sceniczne, porywała widzów, ale nigdy nie udało mu się obudzić równie wielkich uczuć w żadnej kobiecie, którą kochał. Nie znalazł dotąd ani jednej godnej partnerki do odegrania tej najważniejszej roli w teatrze jego własnego życia. Szukał szekspirowskiej bohaterki, a znajdował subretki z wodewilu. Nie od razu poznał tę gorzką prawdę. Był ufny i wielkodnszny w miłości, mierzył wszystko miarą własnego serca.

Biblioteka - Katalog


Talizmany