Wielki Aleksander Gordon

Największy jego romans trwał pięć lat. Kobieta, którą kochał płomiennie i wiernie, porzuciła go bez powodu. W światowym repertuarze dramatycznym Gordon nie spotkał się z czymś podobnym. Powiedziała pewnego dnia podczas obiadu, tak swobodnie, jakby chodziło o zmianę kapelusza:

- Wiesz, Al, postanowiłam od ciebie odejść. Dłużej już nie wytrzymam.

Gordon osłupiał.

- Nikt inny nie wchodzi w grę, przysięgam. Jesteś nadzwyczajny, wspaniały, będę cię podziwiała do końca życia. Ale na to, żeby żyć z mężczyzną, trzeba go po prostu kochać. Nie przerywaj mi. Wiem, że sprawiam ci ból, a samą siebie ośmieszam mówiąc tak po pięciu latach. Poniosła mnie egzaltacja i głupota. Wmawiałam w siebie, że jestem w tobie zakochana. A ty byłeś zawsze taki delikatny, wrażliwy. Myślałam, że coś się we mnie z czasem odmieni. Ale teraz wszystko mnie drażni. I ta twoja wieczna pogoda, i uległość, i nieustanna chęć dogodzenia mi... Nie mogę tego znieść. Rozumiesz? Nie mogę! Wybacz, mówię to, co czuję. Nie wytrzymam już dłużej ani jednego dnia. Choćbyś mnie zabił. Ja naprawdę próbowałam się przemóc. Nie zgodziłam się na małżeństwo dlatego, że cię nie kochałam. To znaczy, nie kochałam aż tak, żeby spalić za sobą mosty. Początkowo nie umniałam ci się oprzeć, nie miałam dość siły. Spadłeś na mnie jak Zeus na Ledę, przytłoczyłeś mnie. A ja jestem zwykłą, mało skomplikowaną kobietą, nie mam sił do dźwigania twojego nieba. Nie urodziłam się Kariatydą. Wypuść mnie ze swojej niewoli. Chcę i muszę od ciebie odejść, chcę ratować przed tobą resztki mojego życia.

Po wysłuchaniu tego monologu Gordon przez chwilę milczał z zaciśniętą krtanią. Ziemia usuwała mu się spod nóg. Każde słowo Leny miażdżyło go, znieważało, zadawało śmiertelne rany. Ale nie dał tego po sobie poznać. Był pomimo wszystko i w każdej sytuacji wielkim aktorem. Opanował się, wstał od stołu i rzekł głosem, który widzów tej sceny mógłby przejąć dreszczem:

Biblioteka - Katalog


Talizmany