Wielki Aleksander Gordon |
|
Przygoda z Ewą stała się w życiu Gordona początkiem nowej ery. 2 W bufecie teatralnym unosił się odór bigosu i piwa. Przy jednym ze stolików siedziała grupa aktorów i omawiała przykry incydent z dnia poprzedniego. Podczas szkolnego przedstawienia Zemsty chłopcy strzelali z procy gwoździami w Rejenta i Dyndalskiego. - Czołem, koledzy! - zawołał Gordon od progu i jego potężna, masywna postać przysłoniła połowę niewielkiej salki. - Witamy mistrza - odezwała się nieśmiałym głosem Desdemona. - Mówiłem ci, mała, że nie lubię, kiedy tak do mnie się zwracasz. Czy chcesz, żebym cię naprawdę udusił na scenie? - O, nasz Otello jest dziś nie w humorze - powiedział Czernic i zachichotał śmiechem, który przypominał skrzypienie szafy. - Przeciwnie - rzekł Gordon. - Czuję się zadowolony i szczęśliwy. Zwłaszcza kiedy widzę takie śliczne dziewczęta. Pozwolisz, Haneczko, że usiądę przy tobie. Co z próbą? - Odwołana. Irena ma grypę. Dzisiaj gramy Brechta. Cały repertuar przewrócony do góry nogami. - Wobec tego mam wolny wieczór. Pójdę z Ewą do Filharmonii. Powiadam wam, jak ta dziewczyna gra! Co za talent! W poniedziałek zapraszam was do siebie. Urządzę jej mały prywatny recital. - A będzie koniak? - zapytał Czernic i głupio zarechotał. - Będzie. Ale dopiero po recitatu. Zacząłbyś skrzeczeć, a Chopin tego nie lubi. Zresztą ja również. Za łatwo się wstawiasz i w dodatku nieefektownie. - A wie pan, że dyrektor ma zamiar odwołać przedstawienia szkolne? - rzekła Desdemona. |
Poprzednia strona
| 10 |
Następna strona
|