Wielki Aleksander Gordon

Muszę o tym pomówić z Ewą - pomyślał wychodząc z teatru. Wsiadł do samochodu, żeby pojechać do domu. Ale w tym momencie uświadomił sobie, że od rana nosi w sercu jakąś drobną drzazgę, że coś go uraziło, ale nie pamiętał co i w jakich okolicznościach powstał ten niemiły zgrzyt, który mu pupsuł humor.

Dzień był upalny. Po pierwszej połowie maja, chłodnej i deszczowej, nagle wybuchła pełnia wiosny. W ciągu jednej nocy zazieleniły się drzewa, zakwitły bzy i czeremchy. Gordon wdychał rozgrzane, aromatyczne powietrze i poczuł nieodpartą chęć zanurzenia się “w zwiewnych nurtach kostrzewy”. Zapragnął zetknięcia z przyrodą, z zielonością. Początkowo miał zamiar pojechać za miasto ale wtedy spóźniłby się na obiad. Wybrał więc park łazienkowski, gdzie nieraz przemierzał samotnie odległe aleje i obmyślał swoje role.

Zaparkował wóz na Myśliwieckiej i ruszył w głąb parku. Zatrzymał się przez chwilę na mostku nad wodą przyglądał się przepływającym łabędziom i dziewczynce, która rzucała im kawałki bułki.

- Jak ci na imię? - zapytał.

- Ewa - odrzekła dziewczynka - i uciekła przestraszona widokiem ogromnego, starszego pana.

- Ewa - powtórzył Gordon. I nagle uświadomił sobie powód przykrego uczucia, które mu towarzyszyło od rana. Tak, to było to. Ewa od pewnego czasu przestała nazywać go ojcem. Dlaczego? Przez kilka lat pieszczotliwe słowo “tatuś” napełniało Gordona ciepłem i dumą. Uczynił wszystko, co mógł, żeby ją przywiązać do siebie, żeby stworzyć jej warunki rodzinnego domu. Kochał ją gorącą ojcowską miłością, przeniósł na nią wszystkie uczucia zawiedzionego serca! Stała się jego córką, źrenicą oka, skarbem, nad którym czuwał nieustannie. Drżał o jej zdrowie, otaczał najczulszą opieką, wychowywał, kształcił, gotów był poświęcić dla niej wszystko, nawet sławę i scenę. Nikt w życiu nie był mu równie drogi. I nagle coś się w niej odmieniło. Przestała nazywać go ojcem. Może w miarę jak dojrzewała, zaczęła w głębi jej duszy budzić się tęsknota za prawdziwymi rodzicami, których nigdy nie znała? Za matką. Tyle słyszy się o podobnych wypadkach. Zdarza się, że z wolna narasta wrogość w stosunku do przybranych rodziców. Przygarnięte dzieci uciekają od nich, czynią poszukiwania, żyją nadzieją odnalezienia rodzonej matki lub ojca. Nikt nie jest w stanie wytłumaczyć tych dziwnych odruchów instynktu czy też głosu krwi.

Biblioteka - Katalog


Talizmany