Wielki Aleksander Gordon

Gordon czuł, jak serce mu zamiera na samą myśl, że Ewa mogłaby się od niego odwrócić, odejść do ludzi, którzy się jej wyrzekli, których nie zna i nie może kochać, choćby się nawet nagle gdzieś objawili.

Jest jego córką, nosi jego nazwisko, wszystko, co posiada, należy do niej. Czyżby znowu miał ponieść klęskę, tym razem ostateczną i równą śmierci?

Nie trwożyła go myśl o jej małżeństwie. Rozumiał, że nie da się tego uniknąć. Ważna była tylko kwestia wyboru. Pragnął, żeby znalazła szczęście w miłości, którego sam nigdy nie zaznał. Byleby tylko nie zniweczyła jego ojcostwa. Tego przecież nie może uczynić, nie może zadać mu takiego ciosu.

Spotkał Ewę przed dziesięcioma laty. Tak, to była najosobliwsza przygoda! Żaden pisarz nie zdołałby jej wymyślić. Napisało ją samo życie swoim wiecznym, bajecznym piórem.

3

Był niezapomniany rok 1955, w którym wyrugowano bezprawie. Ludzie wyzbyli się lęku. Gordon pięć lat spędził w oflagu i każda myśl o ponownym pozbawieniu wolności napełniała go odrazą. Kiedy koledzy organizowali teatr w obozie jeńców, odmówił swego udziału. Jego muza nie mogła schwycić oddechu w niewoli. Tak określił swoje stanowisko.

Dlatego też rok 1955 obudził w nim głód aktywności politycznej i społecznej. Sztuka nie wypełniała już dostatecznie jego bujnej natury. Zgodził się kandydować na posła do sejmu, stanął na czele organizacji aktorskiej, wszedł do zarządu ZBoWiDu, dał się poznać jako działacz i mówca. Przypomniano sobie jego przeszłość rewolucyjną, którą nie lubił się popisywać ani nie chciał jej dyskontować. Zresztą tego, że ukrywał spiskowców czy organizował strajk aktorów, nie uważał za rzecz godną uwagi.

Biblioteka - Katalog


Talizmany