Wielki Aleksander Gordon |
|
Izolda notowała słowa Gordona, w pewnej chwili jednak nie wytrzymała i powiedziała sceptycznie: - Ludzie chyba zdaj± sobie z tego sprawę. Ostatecznie my w Radio też pracujemy bardzo nerwowo. Mamy krótkie terminy, musimy walczyć o miejsce w studio, zmie¶cić się w limitach czasu i budżetu. Ale przejdĽmy teraz do samego programu. Co chciałby pan zaprezentować ze swego repertuaru? - Rozumiem pani±. Tak, to chyba jest najistotniejsze. Trzeba się zastanowić. A więc, dajany na to - scena z “Żywej maski”. - Czyje to? - Pirandella. - Nie znam tego utworu. - Następnie monolog Hamleta. A jeszcze “Ruy Blas”, no i - powiedzmy -”Natan Mędrzec”. A na zakończenie “Cyd”. - Może poda mi pan nazwiska autorów. - Pani tego nie wie? Hugo, Lessing, Corneille... - Przyznam się panu, że niezbyt lubię te staromodne dramaty i tragedie. Za dużo w tym retoryki i gadulstwa. Wolę sztukę nowoczesn±. Proszę mi wybaczyć, ale nasze pokolenie inaczej przeżywa namiętno¶ci. Dawny widz lubował się w ekshibicjonizmie. Nasze uczucia s± bardziej uproszczone. Często zadajemy sobie pytanie, komu to potrzebne? - Tego was uczono na polonistyce? - zapytał Gordon. - Jeste¶cie sfrustrowani? Wolicie płyciutkie, blagierskie mędrkowanie Ionesco? O, nie, droga pani! Moda przemija, a prawdziwa sztuka zostaje. Prawdziwej sztuki nie można zablagować frazesami. Widziałem w życiu niemało tych efemerycznych eksperymentów. Zostały z nich trociny. Czy pani czytała “Pana Tadeusza”? |
Poprzednia strona
| 17 |
Następna strona
|