Wielki Aleksander Gordon

Kiedy Izolda otrzymała mandarynki wraz z wiązanką róż, zadzwoniła do Gordona:

- Pan jest nadzwyczajny.

W jej niezbyt bogatym słowniku ten często powtarzany zwrot mieścił w sobie wszystko. Tak przynajmniej rozumiał to Gordon. Po wieczornym spotkaniu próbował w samochodzie ją pocałować. Nie broniła się. Ale gdy zbliżył usta do jej warg, powiedziała ściszonym. błagalnym szeptem:

- Nie, niech pan tego nie robi.

Wreszcie jednak nadszedł ów rozstrzygający dzień. Gordon czekał przed Radiem. Była piąta po połundniu. Pojechali w kierunku Czarnej Strugi.

- Chcę cię pocałować. Czy dzisiaj pozwolisz?

- Tak - odpowiedziała Izolda.

Wtedy Gordon wyłączył silnik, objął ją i przylgnął do jej warg. Ogarnęło go wzruszenie. Kochał tę dziwną dziewczynę. Jej zduszony, jakby namiętny głos działał na niego podniecająco. Całował ją naprzód delikatnie i powściągliwie, gdy jednak po pewnym czasie starał się rozchylić jej wargi, Izolda zacisnęła usta. Nie było w niej uległości ani poddania się pieszczocie. Zaciskała usta opornie i Gordon odczuł to jak coś, czego nie doznał nigdy, nawet od kobiet, które tylko przelotnie pozostawały pod jego urokiem. A ona? Ona przecież mówiła mu, że jest nadzwyczajny, sama stworzyła klimat miłosnej obietnicy, a teraz uchylała się od pocałunku. Na gorączkowe wysiłki Gordona odpowiedziała wreszcie jakby z poczuciem winy:

- Nie lubię inaczej... Nie umiem...

A po chwili dodała:

- Pan chciałby wszystko od razu. Tak nie można. Wyjedźmy razem. Chce pan?... Pojedźmy do Bułgarii. To byłoby takie piękne!

Biblioteka - Katalog


Talizmany