Wielki Aleksander Gordon |
|
Były to jednak tylko myśli bez pokrycia. Upłynęło dużo czasu, zanim Gosdon zdołał wyzwolić się z nękającej go tęsknoty i zawiedzionych pożądań. Teresa przyprowadziła Ewę ubraną w jego szlafrok. Dziewczynka miała rękawy zawinięte do łokci i obiema rękami podtrzymywała poły, żeby się nie zaplątać w obszernych fałdach. Wilgotne jeszcze po umyciu włosy Teresa zaplotła jej po bokach w dwa warkoczyki. Dopiero teraz Gordon przyjrzał się Ewie dokładnie. Stała onieśmielona, a jej zaróżowiona twarzyczka wyrażała lęk i niepokój. Tylko wielkie niebieskie oczy spoglądały z psią uległością. - Tereso, proszę dać jej kolację. Pewno jest głodna. Ewo, siadaj do stołu. Po chwili, kiedy Teresa przyniosła na tacy pieczywo, masło i wędlinę, dziewczynka usiadła na brzegu krzesła i łapczywie zabrała się do jedzenia. Jadła sam chleb, zerkając niepewnie na półmisek. - Weź sobie szynki - powiedział Gordon. - Posmaruj chleb masłem. - Można? Nieśmiało sięgnęła po wędlinę, spoglądając ukradkiem to na Gordona, to na Teresę. - Co z nią zrobimy, proszę pana? - zapytała Teresa. - Na razie chcę z nią porozmawiać. Kiedy zostali sami, Gordon usiadł naprzeciwko Ewy i spoglądał na nią z zakłopotaniem. Po raz pierwszy znalazł się w podobnej sytuacji. - No tak... - odezwał się wreszcie. - Mów teraz prawdę. Ile masz lat? - Trzynaście. - Przecież jesteś jeszcze dziecko. |
Poprzednia strona
| 26 |
Następna strona
|