Wielki Aleksander Gordon |
|
- Stolarz powiedział, że jestem dorosła. - Jaki stolarz? - Nie powiem. - Czy to twój ojciec? - Nie. Ja jestem podrzutek. Stolarz mnie wziął z Domu Dziecka. - To twój opiekun? - Opiekun. Gordon dopiero teraz dostrzegł sińce na lewym policzku Ewy. - A to co? Czy cię kto bił? - Nie... Czasami... - Mów prawdę. - Żona stolarza. Ona mnie nie lubi. Jak nie mogę nadążyć z robotą, zaraz mnie bije. - A co ty u niej robisz? - Wszystko. Sprzątam, gotuję, zmywam. - Uciekłaś stamtąd? - Pan tak wypytuje jak na milicji. - A od kiedy zadajesz się z mężczyznami? - O, już chyba z pół roku. - Chodzisz po ulicy? - Nie. Dopiero dzisiaj. - Powiedz mi, kto cię do tego namówił czy zmusił? - Nie powiem. - Dlaczego mnie zaczepiłaś? - Tak sobie. |
Poprzednia strona
| 27 |
Następna strona
|