Wielki Aleksander Gordon

- Czy chciałaś w ten sposób zarobić?

- Pewnie.

- Słuchaj, dziecko, dostaniesz ode mnie dwieście złotych...

- Naprawdę?

- Dostaniesz dwieście złotych, jeśli powiesz mi całą prawdę. Kto cię napo... To znaczy, kto był ten pierwszy?

- Stolarz. Powiedział, że jestem już dorosła. I że jak go usłucham, to mi będzie u niego dobrze. Tylko żebym nic nie gadała.

- Jak się ten stolarz nazywa? Gdzie mieszka?

- Nie powiem, nie powiem! Ja tu nie po to przyszłam.

- No dobrze. Jeszcze o tym pomówimy.

- A nie pójdziemy do łóżka? Ja panu dogodzę, niech pan spróbuje.

- Pójdziemy do łóżka, ale każde osobno. Tereso!

- To pan nie chce? - zapytała Ewa ze zdziwieniem.

- Nie pleć głupstw.

Teresa weszla w jedwabnym szlafroku, z papilotami na głowie. Była już po pięćdziesiątce, ale uważała, że praca u wielkiego artysty obowiązuje do dbałości o elegancję i przyzwoity wygląd.

- Tereso, proszę posłać Ewie w gabinecie na tapczanie.

- A jutro? - spytała Ewa.

- Jutro zastanowię się, co z tobą zrobić. A teraz idź spać. Dobranoc.

- Chodź - rzekła Teresa. - Słyszałaś, co pan powiedział? Dostaniesz na noc pomarańczę. A ja jeszcze muszę uprać twój sweter i pocerować pończochy. Koszuli to ona wcale, proszę pana, nie ma. Nędża i ubóstwo, że pożal się Boże. A brudna była, jakby wyszła z błota. Że też takie dziecko tuła się bez opieki. No, chodź, mała. Powiedz panu dobranoc.

Biblioteka - Katalog


Talizmany