Wielki Aleksander Gordon |
|
- Ewa zostanie u nas - oświadczył Gordon. - Będziemy mieli dużo kłopotu, ale musimy się nią zająć. Jestem jej opiekunem sądowym. Rozumiesz, Ewo? Opiekunem sądowym. Gordon wymawiał to z taką dumą, jakby został co najmniej członkiem Rady Państwa. - Znowu będzie jak u stolarza. Ja nie mogę tak ciężko pracować. Przecież jestem jeszcze dziecko. Odezwanie się Ewy zaskoczyło Gordona, gdyż użyła jego własnych słów. - Sprytna jesteś - rzekł z uśmiechem. - Nie bój się, nie będziesz miała ciężkiej pracy. Pójdziesz do szkoły i zaczniesz się uczyć tak, jak wszystkie dziewczynki w twoim wieku. Uczyłaś się w Domu Dziecka? - Pewnie. - A u stolarza? - Miał mnie posyłać do szkoły, ale potem żona nie pozwoliła. Żona stolarza nazywała mnie śmierdzącym podrzutkiem i biła gdzie popadło. Stolarz jej się bał. A jak raz odebrał jej żelazko, którym chciała mnie po pijanemu walnąć, to sam oberwał. Ona jest Helenka, a on Lusiek. Tak do siebie mówią. Gordon polecił Teresie, żeby pokój gościnny na górze urządziła odpowiednio dla Ewy. Kiedy Teresa wyszła, posadził Ewę obok siebie, pogłaskał ją po twarzy i rzekł: - Posłuchaj, nikt nigdy nie podniesie odtąd na ciebie ręki. Nie potrzebujesz kraść, ponieważ ten dom jest twoim domem. Rozumiesz? Wszystko, co w nim się znajduje, należy do ciebie. To znaczy - do nas obojga. Obsprawię cię i ubiosę przyzwoicie, żebyś wyglądała jak inne dziewczynki, które mają rodziców. - A nie będzie pan zamykał przede mną chleba? |
Poprzednia strona
| 32 |
Następna strona
|