Wielki Aleksander Gordon

- Słuchaj, dziecko... Przynosisz bardzo złe stopnie. Tutaj, na przykład, dostałaś dwóję za to, że piszesz niedbale. Wszędzie znać ślady brudnych palców... Tak nie można. Ja rozumiem, że ręce masz zniszczone ciężką pracą, ale musisz je częściej myć. Moja córka nie może być brudasem, prawda? Poprawisz się?

- Dobrze, tatuś.

- Masz, daję ci w prezencie moje wieczne pióro. To jest takie pióro, którym w zeszycie nie robi się błędów. Ono na pewno nie napisałoby “burza” przez żet.

- Dziękuję, tatuś.

W drzwiach ukazała się Teresa.

- Proszę pana, jakaś kobieta koniecznie chce się z panem widzieć.

- Co za jedna?

- Powiada, że ma bardzo ważną sprawę i że pan będzie wiedział, o co chodzi.

- Dobrze, niech wejdzie.

Kobieta miała na sobie futro z wytartych źrebaków. Wełnianą chustkę zgarnęła na tył głowy. Niemłoda, ale ładna jeszcze twarz zdradzała podniecenie. Na jej widok Ewa zerwała się z fotela i przykucnęła w kącie gabinetu, trzymając się kurczowo kotary u okna.

- Proszę, niech pani siada. Czym mogę służyć?

Kobieta odsapnęła, spojrzała władczo na Ewę i rzekła tonem układnym, ale nie dopuszczającym sprzeciwu:

- Przyszłam po Ewkę. Ona jest moja. Nazywam się Helena Sieńko. Ewka, zabieraj się!

Gordon milczał.

- Nie może tak być, proszę szanownego pana. Myśmy dziewuchę przez rok żywili, ubierali, kosztowała nas kupę forsy. Z prawa należy do nas. My jesteśmy opiekunami. A szanowny pan ją sobie wziął i przygadał. Jakżeż tak można? Chodź, Ewka, na co czekasz?

Biblioteka - Katalog


Talizmany