Wielki Aleksander Gordon |
|
Ewa jak zahipnotyzowana, z przerażeniem w oczach, zaczęła wolno, ledwie poruszając nogami, przesuwać się w kierunku fotela. Wtedy Gordon wstał, oparł się ciężko rękami o biurko i wydobył z siebie głos, którym niekiedy zdawał się rozsadzać mury teatru. Teraz głos ten spadł na kobietę jak ryk huraganu: - Precz stąd! Wasze miejsce jest w kryminale! Para łajdaków! Precz! I żeby mi się więcej na oczy nie pokazywać, bo zetrę na miazgę! Kanalie podłe! Gniew Gordona był tak straszny, że Ewa zatrzęsła się z przerażenła. Helena Sieńko wybałuszyła oczy i tyłem wycofywała się ku drzwiom. - To się jeszcze zobaczy - odcięła się półgłosem od progu. Gordon wybiegł za nią. - Tereso! Proszę nie wpuszczać jej tu nigdy! Po chwili Teresa przybiegła niosąc szklankę wody. Nie widziała jeszcze Gordona w stanie takiego wzburzenia. - Szkoda nerwów, proszę pana. Niech pan połknie ten proszek. To na uspokojenie. Już raz panu dawałam i pomogło. Incydent z żoną stolarza przełamał w Ewie dotychczasową nieufność, rozładował w niej kompleks lęku. Z dnia na dzień stawala się coraz bardziej swobodna i bezpośrednia. W miarę jak odzyskiwała utracone dzieciństwo, opadała z niej skorupa dawnego błota, zacierały się w pamięci krzywdy i niedole, budziła się do życia jej właścdwa natura. I słowo tatuś w ustach Ewy przestało razić sztucznością, a nawet pewnego dnia zabrzmiało prawdziwie czule, gdy po przyjściu ze szkoły po raz pierwszy z własnego impulsu rzuciła się Gordonowi na szyję, wołając: - Tatuńku! Dostałam dzisiaj piątkę z polskiego! Gordon długo tulił ją w ramionach i fala ciepła płynęła mu przez serce. |
Poprzednia strona
| 36 |
Następna strona
|