Wielki Aleksander Gordon

Gordon nie widział Ewy od ośmiu miesięcy. Bardzo wydoroślała, wyładniała. Miała już dwadzieścia dwa lata. Ale najbardziej zachwycało Gordona to, że mówiła pięknie po angielsku, lepiej niż on, który od dziecka pielęgnował pieczołowicie język swoich przodków, a wychował się na Dickensie i Szekspirze. Miała ujmujący sposób bycia, prostotę, swobodę, a nawet pewność siebie, której zawsze brakło Gordonowi. Po każdym przedstawieniu odczuwał niedosyt, aplauz widowni nie dawał mu pełnego zadowolenia.

Powiedział do Ewy:

- Zazdroszczę ci. Jeśli już musi się być odtwórcą, trzeba być muzykiemn. Sztuka aktorska jest ograniczona.

W powrotnej drodze do Warszawy zatrzymali się w Paryżu. Gordon oprowadzał Ewę po mieście według swojej marszruty sprzed lat. Cieszył się, gdy dziewczynę zachwycały te same place, ulice i zabytki, które na nim wywarły wrażenie w czasach młodości. Mieszkali w małym hotediku na rue St. André des Arts, w sercu dzielnicy łacińskiej. Do muzeów Ewa chodziła sama, ale za to razem pili wino w piwnicach Epernay, dokąd ich zawiózł jeden z przyjaciół Gordona, a po drodze zatrzymali się w Barbizon, gdzie zwiedzili pracownię Celnika Rousseau i Milleta. Wieczorami chodzili do teatrów lub na koncerty. Potem do późnej nocy przesiadywali na tarasach Café du Dome i La Coupole, chociaż Montparnasse nie był już tym, czym dawniej. Tutaj Gordon odczuł najbardziej przemijanie czasu. Wspominał swoich starych przyjaciół -Fujitę, van Dongena, modelkę Kiki. Opowiadał Ewie o swoich młodych latach, o wyblakłych cieniach przeszłości. Ewa słuchała go z roztargnieniem i nie wiedzieć czemu w kącikach jej oczu pojawiały się łzy. Kiedy Gordon dostrzegał je ze zdziwieniem i niepokojem, Ewa powtarzała zawsze to samo:

- Nie dziw się, proszę. Jestem taka szczęśliwa!

Biblioteka - Katalog


Talizmany