Wielki Aleksander Gordon

8

Gordon cofnął się przerażony. To, co usłyszał, spadło na niego jak grom.

- Milcz! Oszalałaś? - zawołał. - Jesteś potworem! Zwyrodniałym potworem! Nie zbliżaj się do mnie!

Słaniając się przeszedł do gabinetu, zamknął drzwi na klucz i osunął się bezsilnie na fotel. Krew huczała mu w skroniach. Zapadał się na dno rozpaczy. Głęboka ojcowska miłość stała się jedynym sensem jego istnienia, a teraz słowa Ewy brzmiały mu w uszach jak szyderstwo i wyzwanie losu. Po dziesięciu latach znów usłyszeć odgłosy dawnego zberezeństwa! Wtedy, na ulicy, propozycja Ewy wstrząsnęła nim. Teraz czuł się zdruzgotany, zraniony w swojej godności ludzkiej. Siedział i myślał. Przez całe życie jego nienasycone serce pożądało na próżno miłości kobiety. I oto wyznanie, którego zawsze tak pragnął, padło z ust Ewy. Znieważało go, obróciło się w jego ostateczną klęskę.

Z sąsiedniego pokoju dobiegały dźwięki Ballady g-moll, ale tym razem pod palcazni Ewy brzmiała ona szczególnie pięknie i dramatycznie.

Gordon zatkał sobie uszy.

- Ona nie może tu zostać. Muszę ją wysłać. Gdziekolwiek... Do Krakowa, do Wrocławia, wszystko jedno, byle nie słyszeć tych kazirodczych wynurzeń!

Myśląc w ten sposbb Gordon sam przed sobą odgrywał rolę ze sztuki, którą życie napisało jego żółcią i krwią.

A tymczasem urwały się dźwięki Chopina i Ewa zaczęła bezładnie, z zaciekłą pasją walić w klawiaturę, jak gdyby chciała pozrywać struny, zdemolować fortepian.

Biblioteka - Katalog


Talizmany